Wierszyki

14/10/08

kurcze, pozazdrościłem innym użytkownikom forum ngt.pl wierszy wklejanych na stronach użytkowników, więc postanawiam nadrobić zaległości i zaniedbania w tym względzie. pierwszy wierszyk, który mieć będzie tu swą prapremierę zatytułowany jest pralka, a zadedykowałem go kolegom z www.grupakal.com oraz danielowi (kolejny wiersz poświęcony będzie fortepianowi, albo studebekerom):

 

PRALKA
niech nikt do pralki nie zagląda!
pokręteł nie dotyka!

niech ręce trzyma przy sobie
gdy pralka płyny połyka

ona - brudy pochłonie
ona - zawarczy czule
ona- moja kochanka

majtki zjadły koszulę
skarpeta tarza się w pianie
wirują kalesony

wychodzę - gaszę światło
zapalam, odprężony

 25/11/08

 

NATCHNIENIE (wersja stereo koncertowa)

 

 

Podążasz drogą szaleństwa

Promyku piękniejszy od Słońca

Odbijasz miłość w zwierciadle

A tej energii się nie odtrąca


W abstrakcji,                                                         Śmierdzące

Depresji                                                                 cycuszki

W dyfrakcji,                                                          Dygoczące

Ekstrakcji,                                                             paluszki

W przestrzennej                                                    Rozbiegane

separacji,                                                               oczęta

transformacji                                                         Warga nadęta

w rejestratorze,                                                      nabrzmiała

infuzorze                                                               ścięta

komorze                                                                rozchwiana

Dyfuzji,                                                                  mrukliwa

transfuzji                                                               katastrofa ciała

konkluzji                                                               pianaoddechpiana

Bledniesz.                                                              zgrzycząca kałużka

Uciekaj                                                                  krwi w pamięci

Przyśpieszaj                                                           stróżka

Panikuj                                                                  dygoczące drzwi

podążaj                                                                  pożądanie

Wpadaj                                                                  ścierwa lecz

w pułapki                                                               miedzy udami...

Biegnij,                                                                  ty... ryczysz z

podskakuj                                                               zachwytem

Myśli odciążaj.                                                       PRECZ!


Nareszcie

Wreszcie

Od razu

Natychmiast i tu

Kalapsem

Skupienia

Ksenonowym rozpryskiem

W oku szaleństwa błyskiem

Jesteś

W ciemności

Pchnęło Cię tchnienie

Szalenie pragnę Cię

 

 

16/10/08

no dobrze - słowo się rzekło. kolejny wierszyk, który tu wklejam, nosi banalny tytuł

"trup fortepianu w niepogodę",

czyli pomimo swej nieporadnosci idealnie pasuje do pogody za oknem. bo ta pod psem. ho ho - albo i lepiej (tzn. gorzej). jednak pomimo mżawki  pomimo męczących zajęć na uczelni udało mi się przebiec dziś łącznie 180 metrów deniwelacji, krążąc od niechcenia-chcenia po alejkach parku szczęśliwickiego w nieocenionym windstopperze n2s, którego serdecznie niniejszym pozdrawiam. ale ale. oto wierszyk rzeczony:

 

TRUP FORTEPIANU W NIEPOGODĘ

podmuch - wzdęta firanka

grzmotem - przedarta pękająca szklanka

totalny brzęk masła

woń co do niego przyrasła

jęk burzy...

elektryczne obłoki

kurczowo (fortepianu) nie rozkładające się zwłoki

smętna klawiatura

parno duszno i chmura

za oknem

w ogrodzie w ogródku

prócz żałoby, spokoju, prócz smutku

groza kapie na trawę

i w ogóle jest już po zabawie

 

 



PIĘKNE DZIELNICE III

Warkot i ryk

motorów

„noc jest do cholery!”

dziewczę pod kołdrę zagląda

jadą studebakery.

Dętka rozpiera oponę

jej ciało już rozpędzone

bo

jadą wciąż jadą

studebakery

jadą i jadą

samotne trącają rowery a

klakson wstrząsa jej brzuchem

gdy szofer wprawnym ruchem

napiera dłonią na sedno

tu

    tuu

tu

    tuu

         jestem!

(zda krzyczeć)

lecz im jest wszystko jedno

bo jadą wciąż jadą

studebakery

jeden - dwa

                    trzy - cztery

chmara

            wataha

                        stado

każdy kochanek wypada dziś blado

ludzie klną potokiem przez okno

a uda w noc z młodości jej mokną

gwiazdy zstąpiły z oczu w ulice

mkną dziś

tam w kamienice

reflektory

na osiach dzielnie dzierżą motory

drżą warczą - „do dechy!”

morze i innym przyniosą uciechy!

oni pewnie prowadzą swe życie

smar korba kołowrót zapicie

gdyż

jadą i jadą

studebakery

pajęcze sieci bez czci zrywają

zaułków moskitiery

ciśnienie wciąż wzrasta

1002 1003 1004 atmosfery!

Pachnące nocą powietrze wciąż prują i prują

a ludzie dalej w spalinach gardłują

„studebakery!”

„studebakery!”

kobiety zroszone

rzucone

bo wola szofera:

cipy nie będą zbawione

 


 

 

SENNE JAZGOTANIE

 

Pod auspicjami gwiazd

Ułożone zaufane słowa

Sen podtrzymują do fotografii.

Smukłe jasne kaligraficzne

Baczne, gdy o nich mowa

Połkną łyczkami

Myśli wiotkie

Pokąsają myśli liczne

Poplączą się w bełkot

W dekolt bez wyjścia wpadną

Marzeń czarną dziurę.

Złą chmurę odmienią

W kuca, telewizor, kowadło

Myśli zwierciadło nocą skrzywią

Wolno wzlecą wysoko

Wyższe i wyższe chwytając olśnienie,

Proporcją i brzmieniem,

Tonem i rytmem

Kojąc sensu pragnienie.

Poranka oschłością przejęte

Z patosu wdziękiem

Zbiją się bez jednej racji

W senne ciągi pomysłów jazgotu

Nieuchwytną pointę sytuacji. 

 


 25/01/09

stare:

PIĘKNE DZIELNICE I

Dziwny węzeł miłości

W ciemnościach zasupłany

Odmienność oczu na co dzień

Ja! Jestem kochany

Chwila cudu miłości

Okrutna zabawa w złudzenia

Absurdalna rozpusta

Palcem po piersi przesuwa

.

.

do cienia.

.

.

po usta

.

.

bez końca dzisiaj szaleństwo

kiedyś w ramionach jednej

dziś drugiej szepcę przekleństwo



 

24/02/09

Przestrzeń metryzowalna, gdy kolektywnie zwarta i posiada miałki ciąg pokryć

 

Kompletny algorytm unifikacji

- automatyczna dedukcja

Ogromna rewolucja

Rzecz w trzech etapach:

  • ·         Postać normalna - koniunkcyjna
  • ·         Skolemizacja - zbiór klauzul
  • ·         W końcu - rezolucja i unifikacja

Unitarna teoria posetu pokona wyniosłe milczenie kościelnej cenzury

Typ unifikacji zero - nie ma maksymalnych

Unifikatorów

W kratach dystrybutywnych schowane

Szepczące symbole

Unifikacja poprzez podstawienie, by uzyskać

Te same termy

Najogólniejszy unifikator

Intuicjonizm, ma typ JEDEN!!!!

 

 

przy okazji zaś, wierszyk, którym udało mi się 5 lat temu zastąpić prezent urodzinowy dla Tadusza, więc jest mu dedykowany:

 

DZIEŃ ROZPOCZNIJ OD GIMNASTYKI A ZAPOMNISZ O NIEJ
(nieballada o sztywnym z rana desygnatorze)

 

budzę się siadam wstaję syf

sikam obsługuję dłonie

lustro zmarszczka obok oka

nie było jej wczoraj myślę

myję twarz też. dobra – ręcznik!

gdzie są spodnie? ser żółty czy

czy ser biały? kawa kawa

kawa zęby pościel łóżko

buty klatka winda drzwi

trzyma mróz słońce ty

 

 

 

Wierszyk patriptyczno-biegowy 

 Kiedy w parku robisz interwały

to dla żołnierzy wyklętych chwały,

biegasz minutówki

ku czci papieskiej kremówki,

długie wybiegania

- za udane ministra Macierewicza starania,

biegasz w drugim zakresie?

niech żyją z komisji smoleńskiej kolesie!,

robisz skipy

- dla dobrej zmiany ekipy,

tempówki

- za Beaty Szydło niepokorne sznurówki,

tylko kiedy kiedy sprintujesz knowania Tuska firmujesz.

 

 

 

WIERSZYK

 chciałbym zostać wykałaczką i w twej szczerbie tkwić

chciałbym zostać słodką gąbką i twą szyję myć

mógłbym zostać też kruszynką
by ust twoich poznać smak
mógłbym zostać też pierzynką
nocą tulić uda twe

cóż ja mogę? ja - niewinny
słaby, wiotki i bezsilny?

płakać? wzdychać? kochać? 
na gitarze grać? szlochać?
nienawidzić? desperować?
wiersze w dłoniach giąć?

przecież - się nie rozdwoję!
przecież - miłość to ludzi dwoje!
łan świata już ze mnie drwi
brwi-swych-ud-otwórz-mi!!!!!!

 

PRECZ NIESZCZĘŚLIWE ZAKOCHANIE!

 

włóżmy brudne fartuchy

ściśnijmy mocno młoty

róbmy coś czego nie ma

kujmy los nasz

niech syczą obuchy

niech brzęczą stukoty

 

przetopmy przeszłość w żelazo

w czołgi zamieńmy wspomnienia

marzenia niech będą jawą

myśli pozbądźmy się cienia

 

sprawne spracujmy muskuły

równajmy echy-oddechy

w tłoków zgrzytach i mrukach

wykujmy zęby, bebechy

 

miraże i mrzonki? niech zdechną

niech gniją metry pod ziemią

kopmy, ryjmy, rymujmy

niech pięści się zaczerwienią

 

wątpienie stanie się obce

patos tylko natchnieniem

jeśli zapomnę o tobie,

jutro będzie wytchnieniem

 

 Bejbe

Wózkiem pędzę w noc

Światła na pomarańcz tnę

Zamiast Twoich ud

Wolę wąchać rdzę

 

 

 

Allach-akbar i do przodu! (Filowi)

Śmierć w kark już chucha! 
Trumna, robaki, kostucha. 
Ból, niedowład i uwiąd starczy 
Na to dobrych życzeń - nie wystarczy. 
W oczach gasną młodości błyski 
Bliżej już grobowej deski niż kołyski.

 

Drapak
sizalu nic nanizana
na słup
kobieta kocim językiem polizana
wibruje
koci brzuch
miękki ciepły i puszysty
nos, oczy i twarz są w futrze
tylko te pazury na czole.