Triglav et alia. Wrzesień'11

 

 

Tegoroczny deszczowy lipiec nie pozwolił zrealizować wszystkich planów, http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?t=11934

Saxifraga nie stanęła na Triglavie. W miniony weekend nadszedł jednak czas porachunków. Mimo niewesołych prognoz na weekend, dołączył kol. Tadeusz i w piątek ruszamy w 12-godzinną podróż pod Triglav.

Po krótkiej nocy w Mihov dom, przed świtem szybko zwijamy manatki i ruszamy do dol. Vrata.

W Aljazev dom spokojnie śniadaniujemy i o 7.20 ruszamy w kierunku przeł. Lunknja

Jest dość rześko, ale pogodnie.

Prognozy przewidują burze popołudniu, więc nie ma powodów do pośpiechu. Ponieważ to sobota a pogoda dopisuje, widzimy trochę turystów. Czekamy chwilę aż znikną nam z oczu i ruszamy na szlak.

Szlak na początku jest dość powietrzny, ale świetnie ubezpieczony, trudności nie przysparza. Saxifraga w efektownej pozycji

Tadeusz wynurza się z trudności:
zdjecie 1

zdjecie 2

Widoki, a więc i humory dopisują (na Bav. Gamsovec)

W końcu dochodzimy do "wyhladki" na fragment Północnej Ściany Triglava

Robimy Ścianie fotograficzną sesję i ruszamy dalej

Saxifraga atakuje:

a widoki wciąż dopisują

Idzie nam się sprawnie, mijamy kolejne ekipy. Zanim nie wyjdziemy na płaskowyż Plemenice, jeszcze kominek do pokonania
zdjecie 1

zdjecie 2

Na Plemenicach wyglądamy Sfinksa, robimy popas i w drogę

Za chwilę wchodzimy w kopułę Triglava

i po 4h50min stajemy na szczycie, niestety w chmurach

W tłumie schodzimy najpierw do Triglavskiego domu na Kredarici i dalej zbiegamy przez Prag do dol. Vrata. Wycieczka się skończyła, pogoda również, ale to nie był koniec weekendu w A. Julijskich.

 

Prognozy na niedzielę były fatalne - oprócz deszczu, miał padać śnieg, jednego i drugiego - sporo.
Rano jednak niebo nie wyglądało najgorzej, ale sytuacja zmieniała się dynamicznie - wiał wiatr. Zanim podjechaliśmy na przeł. Vrsic, niebo poważnie już spochmurniało. Choc to niedziela - na przełęczy, w schronisku, a później w górach - pustki. Prognozy oraz faktyczny stan pogody - skutecznie odstraszały... Ale nie nas, dzielnych zuchów!
Poszliśmy na Prisojnik, drogą przez Okno. W planach miałem Jalovec, http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?t=12058 na którym już w tym roku byłem, Saxifraga i Tadeusz zaś nie, ale w taką pogodę - cel to był jednak dość nierealny.
Bardziej szczegółowy opis drogi sobie daruję. http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?t=10011 Była ona opisywana nie raz. Gdy tylko weszliśmy w ferratę, w oddali dało się słyszeć przeciągłe grzmoty. Znad grani pędziły coraz to ciemniejsze chmury. Tym razem, popasów nie było

Tempo było raźne, a pogoda coraz bardziej niewyraźna

zdjecie 1

zdjecie 2

Szybko dochodzimy do kominka i przechodzimy przez niego. Na czworaka. Jak zwierzęta :-D

zdjecie 1

zdjecie 2

Im bliżej grani, im bliżej Okna, tym więcej deszczu. Widać, jak przez Okno wiatr przewiewa spray wody.
W Oknie, korzystając z osłony skał, przebieramy się w ciuchy przeciwdeszczowe i nieśmiało przechodzimy przez Okno, na deszcz, wiatr i chmurę.

Pogoda niewesoła, pada, mży, wieje, w oddali od dawna było słychać jęki nadchodzącej burzy. Podejmujemy decyzję - uciekamy wygodnym szlakiem po grzbiecie do schroniska. Podejmujemy decyzję w samą porę - za chwilę błyskawica rozjaśni niebo a deszcz zmieni się w ulewę.

 

W poniedziałek pospaliśmy, przejechaliśmy się pod Mangart - cały czas deszcz. W żlebach, na stokach, wszędzie rwące strumienie, wodospady. Rzeka Soca wypełniła swe koryto po brzegi, zmieniła kolor ze szmaragdu na szary. Pewni, że to koniec wycieczki, zjechaliśmy do Kranjskieh Gory na pizzę i piwo. Ale tam, niespodziewanie, przestaje padać. Niebo wciąż sine, zimne, ale nie pada! Jest co prawda po 15, ale szybko podjeżdżamy do schroniska, pakujemy się w ciepłe ciuchy.
Około 17 startujemy po Hanzovej poti na Małą Mojstrovkę. Po niecałej pół godzinie podejścia jesteśmy u wejścia w ferratę.

Skałą i stal są mokre, ale ciągnie nas w górę, oj ciągnie :-D

Na początku, nie jest źle tak wcale. Owszem, jest zimno, nic nie widać, troszeczkę jeszcze kropi, ale w sumie jest ok

Nic wiec dziwnego, być może, że humor Saxifradze dopisuje

Jednak po chwili zauważamy, że to nie mżawka już, ale że pada śnieg, a stal pokrywa się lodem... Robi się ślisko i coraz mniej wesoło. Widoki są marne, ale przynajmniej śnieg trochę rozjaśnia atmosferę

Tym razem również nie robimy przystanków. Zmierzamy szybko na szczyt. Tak go widzieliśmy w bezpośredniej jego bliskości

Na szczycie - pokrywa lodowa, chrupiąca pod nogami, widoków - żadnych. Dobrze, że - przynajmniej dla tych którzy tam byli wcześniej - droga zejściowa nawet w mleku jest dość jasna, choć pod skorupką lodową i śniegiem niewidoczna. Zejście skracamy sobie zbiegając po piargu.

Od 1800-1900 m npm zaczyna być coś widać, jest nawet uroczo, więc robimy zdjęcia z zejściowego piargu na Prisojnik

Pelc

Lepo Spicje

Wracamy zadowoleni do schroniska, zadowoleni, że pomimo pogody udało się jednak w góry ruszyć. Pijemy zwyczajowy litr wina a następnego dnia o poranku wracamy do Polski.

Koniec :-D