Triglav

Triglav: jest to piękna góra, którą z całą pewnością warto zwiedzić. Poza sezonem (tj. do początku lipca) można liczyć na przyjemną samotność, bo latem jest to chyba jeden z nielicznych tamtejszych szczytów, gdzie na samotność, ciszę nie ma co liczyć.

Najokazalej przedstawia się Triglav od strony północnej, a konkretnie od strony doliny Vrata (w niej znajduje się okazałe i pojemne, lecz czynne sezonowo schronisko. Kto jednak trafi tam poza sezonem znajdzie za schroniskiem tzw. "zimska soba", gdzie również przespać będzie mógł. Dalej i wyżej leży darmowy, lecz często zatłoczony w pełni sezonu Biwak pod Luknjo).
 Z tej strony Triglav opada ponad 1000-metrową ścianą: widok jest imponujący! Kto się wspina, będzie daleko bardziej niż zadowolony: liczba dróg, wariantów imponująca. Sam przeszedłem najprostszą drogę słoweńską (II/IV, 800 m, 5.5 h, asekuracja na 10 metrach) oraz nieco trudniejszą drogą niemiecką (III/IV, 800 m, 5.5 h), a także poważna już raczej drogą Skalaska z Ladjo (V+, 1000 m) - wszystkie one dają niezłe wyobrażenie o ogromie ściany. Ściana swym majestatycznym wyglądem, imponującą prezencją musi przytłoczyć kogoś, czyje doświadczenie wspinaczkowe ogranicza się do Tatr. Niestety dość trudno uzyskać informacje o przebiegu dróg wspinaczkowych. Co prawda ostatnio wyszła świetna książka "Slovenske stene", gdzie znajdują się opisy dróg i tychże schematy, ale - niestety - przeważają te pierwsze, co wiele osobie nieznającej słoweńskiego nie daje. Na wycieczkę "pozaszlakową" polecam okrążenie jego kopuły przez tzw. Taras Kugyjewa. W 2011 ukazała się nakładem wydawnictwa Sidarta książka - wspinaczkowy przewodnik po Ścianie. Bardzo schludnie wydany - polecam! (można spróbować go kupić np. w muzeum w pobliskiej Mojstranie)

 

Turystycznie na Triglav prowadzi kilka szlaków, o różnym stopniu trudności. Wszystkie wymagają dobrej kondycji. Na zdobycie Trigalvu większość rezerwuje dwa dni. Jednak osoba o dobrej kondycji wejdzie i szczęśliwie wróci tego samego dnia. W dobrych warunkach, idąc sprawnym krokiem, zdobycie Trigalvu od północnej strony (przez Plemenice) może zająć 5 h (mój osobisty rekord to 3 h) - jednak zejście do punktu startu jest również meczące a jeśli w pełnym słońcu, staje się naprawdę meczące. Osobom niepewnym swojej kondycji lub lubiących delektować się alpejskim krajobrazem polecam rozłożyć wycieczkę na dwa dni, noc spędzając w którymś z pobliskich schronisk - idąc wolniejszym krokiem, nie traci się czasu, lecz zyskuje się go na podziwianie wspaniałych widoków!

 

Najprostszy (mówię tu na razie o wariantach północnych) jest tzw. szlak przez Prag (czyli przez próg). Prawie wcale stalówek, mozolnie, choć z ciekawymi widokami, na lewo od Północnej Ściany Triglava. W razie niepogody szlak ten nadaje się i na wejście i na szybkie i pewne zejście. Dobry to szlak w szczególności na wejście z plecakiem. Tym, którzy pierwszy raz w alpy, którzy nie ufają swym albo swych towarzyszy siłom, ten szlak polecam. Choćby nie wiem jak sobie nie ufać i jak chcieć być ostrożnym, ten szlak nie sprawi przykrej niespodzianki. "Najtrudniejsze" miejsca to: sam początek - kilkadziesiąt metrów w dość stromym terenie pokonywanych jednak łatwo nawet z plecakim, a to dzięki licznym stalowym "żerdziom" osadzonym w skale; później po krótkim a nieprzyjemnym ze względu na stromiznę i kruszyznę żlebie, czeka krótki niemal pionowy, ale znowu po stalowych "skoblach", wyciętych w skale stopniach ubezpieczonych stalówką, pasaż; ostatnim "trudnym", tj. ubezpieczonym trochę przesadnie stalą, miejscem jest trawersik po ścianie żlebu (który jest jednak mało przyjemny, gdy dużo śniegu).

 

Trochę trudniejszy jest szlak "na lewo" (Tominskova pot) od wspomnianego (patrząc w kierunku ściany), tzw. Tomniskova pot. jest to całkiem imponujący trawers z dużą liczbą - numerowanych o dziwo! - stalówek. Troszkę krótszy od poprzedniego, ale w razie zalegającego śniegu - odradzam. Początek jest nieco wysilający fizycznie, mozolny, po drewnianych "schodkach", ale po wejściu w stalówki szlak nieco łagodnieje pod względem nastromienia, pewnie po to, aby obdarzonych lękiem wysokości wystawić na próbę psychiczną;)

 

Dwa powyższe szlaki łaczą się mniej więcej na wysokości 2150 m n. p. m.  Dalej można pójść bezpośrednio w kierunku Triglavskiego domu - potężnego schroniska, gwarnego, tłocznego, drogiego szlakiem lub też - nieco dookoła - pójść do milszego Stanicev dom, skad przez Rz do triglavskiego domu. Polecam ten drugi wariant!

 

No a z Domu na Kredaricy, Triglavskiego domu, emocjonującą być moze z początku drogą po stalowych żerdziach - najpierw na Mali Triglav, a dalej - już chyżo, choć może w tłumie - na szczyt.

 

Trzeci szlak od północy to droga przez Plemenice, tzw. Bambergova pot. Najfajniejszy i najbardziej wymagający. Najpierw prowadzi wzdłuż podnóża północnej ściany Triglava, później mozolnie wspina się na głęboko wciętą przełęcz Luknja (około 1 - 1.5 h od schroniska), by później efektownie wzbić się pionowo na grań, którą wychodzi się na płaskowyż (około 1 - 1.5 od przełęczy), z którego już stosunkowo prosto (jedyny mogący peszyć moment to początek wejścia w kopułę: lekka ekspozycja) na szczyt (około 1 - 1.5 od końca ferraty). Choć ten wariant jest najtrudniejszy i wcale nie najszybszy, to jest z całą pewnością najbardziej polecany. Chodzę nim sobie samotnie kilka już lat, a wciąż mi mało (czasmi olewam sam szczyt i zawracam przed samą kopułą, odwiedzając trzaska koce, bo lubię tamtejszą zupę:). Przy dobrej kondycji, rozchodzeniu, braku aparatu fotograficznego, marudzącego towarzysza itd. można szczyt zdobyć w mniej niż 3 godziny od wyjścia z Aljazev domu. Najtrudniejsze miejsce czeka nas zaraz za przełęczą Luknja - niestety pasaż ten jest krótki, więc nie ma co tu o nim więcej pisać, ale - oczywiście - wymaga uwagi, szczególnie w zejściu.na tym szlaku przydatna jest lonża i, oczywiście, kask.

W razie mgły i zalegającego wysoko śniegu - szlak raczej odradzam: ryzyko zgubienia na płaskowyżu przed kopułą Triglava.

 

Najnudniejszy  (jednodniowy) wariant zdobycia Triglava - start z Trenty do Trzaska koca, z niej na szczyt (a jeszcze nudniej: z Trzaska koca przez Dom Planika na szczyt). Wariant dla tych, którym wyobraźnia rekompensuje brak widoków a lubią się przy tym fizycznie zasapać. Prawdę mówiąc nie znajduję niczego, co usprawiedliwiałoby zdobycie szczytu Trigalava tą trasą. I mam nadzieję, że nikt takiej trasy nie wybierze :)

 

W zimowych warunkach (albo kto nie ufa w swe siły) rozsądniejsze może okazać się jednak zdobycie Triglavu od południa, np. zaczynając od okolic jeziora Bled, albo - lepiej - Bohinj. Widoki jak na pocztówkach, co łagodzi trochę mozolne pokonywanie dość łagodnie poprowadzonych szlaków. Latem zdobywanie Triglavu od tej, południowej strony uważam za niepotrzebny trud, choć nagradzany niekiedy widokami...

 

Można - to dość ciekawy wariant, sądzę, że rzadko chodzony - wejść od Trenty, przez Zasavską kocę i dalej przez Kanjavec (i Trzaską kocę na Dolicu) na szczyt Triglava. Trasa ta jest fizycznie dośc wymagająca i bym (razem z powrotem) planował ją na 2 dni.

 

Ciekawy, bo stosunkowo szybki i prosty wariant (również mający początek w Mojtranie) przechodzi przez dolinę Kot lub Krma. Wariant ten polecam osobom zmotoryzowanym, gdyż piesze przejście z Mojstrany po początek tego szlaku, gdzie znajduje się parking, uważam za zbędny wysiłek niewynagradzany choćby interesującymi czy pouczającymi widokami okolicznych szczytów. Jednak wybierając ten (przez Kot) wariant dojścia na Triglav, przechodzimy mijając imponujące a cieszące oczy ściany i filary Rjaviny, by dotrzeć do przytulnego schroniska Stanicev dom, skąd już - nietrudnym, choć nieco "sypkim" szlakiem przez Rz - dotrzeć można na Kredaricę, leżącą w bezpośrednim sąsiedztwie podstawy Triglavu. J

 

 

Wejście na szczyt Triglavu od strony Triglavskiego domu, czyli Domu na Kredaricy, jest chyba najczęściej wybieranym wariantem wejściowym, stąd w piękne dni lata na samotność nie ma co liczyć. Spodziewać się raczej trzeba tłumu turystów napierających mozolnie do góry a na samym szczycie lekko żenującej biesiady. By cieszyć się spokojem, polecam powstrzymanie rwących do przodu nóg i ambicji, przenocowanie np. w Domu Stanica a zdobycie szczytu tak wcześnie, jak to możliwe.

 

Na Triglavie stanąłem z 7-10 razy, co - w moim wypadku - świadczy, że nie jest to konieczny punkt programu. W Alpach Julijskich znajduje się dużo naprawdę bardziej interesujących szczytów. Jalovec, Rjavina, Grintavec, Prisojnik, Mangrt, czy nawet Mojstrovki, by wyliczyć te bardzej znane. na wszystkie możesz wejść turystycznie czy to via ferratą, czy zwykłym szlakiem. wspinaczkowo oferta Alp Julijskich wydaje się być nieskończona; Travnik, Spik, Rjavina, Mali Mangart...

 

Latem turystyka jest prosta. Wielość schronisk, szlaków (niekiedy słabo, jak na polskie standardy, oznakowanych), ciepły klimat sprawiają, że spędzony tam czas nie jest czasem straconym.
Słoweńcy są mili, komunikatywni. turystyka wysokogórska jest tam niezwykle popularna, ale nie wpływa to na "obłożenie" schronisk: słoweńców jest raptem dwa miliony, więc choćby chcieli to nie "zatłoczą" sami swych schronisk.

 

Na koniec mała refleksja:

[Pierwszy raz zdobyłem Triglav dawno. Były to zamierzchłe lata 90-te, chyba nawet ich pierwsza połowa :oops: - w każdym razie byłem kaczorkiem. Do Słowenii dostałem się przypadkiem: łapiąc stopa na granicy niedaleko Cieszyna nie wiedziałem jeszcze, że tam trafię. Wiedziałem tylko, że chcę dojechać albo w Taury, albo w Dolomity, albo w Alpy Julijskie. Tatry mi sie opatrzyły, pomyślałem, że trzeba ruszać dalej. Jechałem tam raczej nieprzygotowany, nie bardzo wiedząc, co mnie czeka. Map, przewodników nie miałem, bo w Polsce były w tych czasach raczej niedostępne, relacji żadnych nie znałem. Informacje dotyczące tych pasm zawdzięczałem głównie temu, co udało mi się przeczytać w np. encyklopedii. Szczęściu zawdzięczam, że stop, który wtedy złapałem, dowiózł mnie akurat niemal w Julijskie. Pierwszy poranek, po nocy spędzonej na jakimś parkingu, był oszałamiający: wysokie, strome, jasne ściany. - Kurde, tam wejść się nie da! Do dupy!- pomyślałem. Na duchu podnieśli mnie Słoweńcy (a właściwie Słoweniec i Tajka): nie dość, że przygarnęli na pierwszą noc, to jeszcze dali zjeść. No i napoili ;-) Tajskie afrodyzjaki też były :-D Mapy nie dali, ale dali radę - idź na Triglav, dasz radę. Jednak zanim się tam wybrałem, trochę się powłóczyłem po pobliskich szczytach. W końcu zaś, ostatniego dnia zdobyłem Triglav: łącznie z wejściem i zejściem zajęło mi to 8-9 h. Byłem z siebie dumny, później jednak udawało się wejść i zejść w  znacznie lepszym czasie 8) Niby był to ostatni szczyt, ale chyba pierwszy, na którym było tłoczno. Niestety, poza ludźmi, żadnych widoków dalekich nie widziałem. Toteż postanowiłem tam wrócić.
I wróciłem. Nawet nie raz. Za którymś razem widoki rzeczywiście były dalekie, aż się zdawało, ze widać Adriatyk. No może, kto wie...

Z czasem się jednak zmanierowałem, i na Triglav patrzyłem z wyższością: bałucha!

Ale nie na Północną Ścianę. Ta kusiła.


W końcu, poczułem, że czas i z nią się zmierzyć. Z moim ówczesnym partnerem wspinaczkowym ruszaliśmy na początku tego wieku zdobyć i tę zerwę. Plany były ambitne, choć już nie pamiętam dziś jakie. W każdym razie pogoda okazał się do bani. O dziwo wciąż lało, a śniegu wciąż leżało dużo, więcej niż zazwyczaj o tej porze roku. Spotkany - fakt, ze nietrzeźwy - ratownik ośmielił nas jednak: "e tam chłopaki, czekany, gadanie - trzeba napierać, droga słoweńska prosta i ewidentna!" To, jak po niemal tygodniu dupówy w końcu się przejaśniło, ruszyliśmy. Schematu drogi nie mieliśmy. Jedynie chłopak z recepcji schroniska przetłumaczył nam na "angielski" słoweński opis drogi. Więc później czekało nas szukanie "bonfire" zamiast "chimney" itd. :-D

Już na podejściu myślałem, że się rozpłaczę. Ewidentnie brnęliśmy w jakieś trudności, których na podejściu być nie powinno. Bałucha, obrośnięta kosówką, stawała dęba, narastało wrażenie, że zgubieni już na podejściu pod drogę brniemy w jakieś przewieszone fragmenty, z których wycof jest niemożliwy. No bo jak założyć stanowisko zjazdowe z malutkich pędów kosówki, którą przy mocniejszym szarpnięciu wyrwać można z kruchej skały?! W końcu jakoś doszliśmy pod ścianę. Wtedy - oczywiście - zobaczyliśmy z góry, że podejście było i proste, i ewidentne. Ale nie wdając się w analizy, postanowiliśmy atakować ścianę. Droga niby prosta, ale długa: 900 m. Liczyliśmy się i z biwakiem po drodze, więc w plecakach trochę gratów targaliśmy.

Kruche podejście, teraz w miarę lita skała, a także adrenalina wyzwolona wcześniej i świadomość, że daleka droga przed nami, spowodowało, że naparliśmy na żywca. Trudności nie były zbyt wielkie, a nam zależało na czasie. Po drodze znalazło się kilka prożków, które wtedy oceniliśmy na słabe IV. Zabawa trwała w najlepsze.

W końcu jednak dobrnęliśmy do potężnego żlebu, całkowicie wypełnionego śniegiem. Nie mieliśmy niestety ani raków, ani czekanów - w końcu miały być niepotrzebne. Mieliśmy jeden młotek do bicia stanowisk zjazdowych, więc pozostałe trzy dłonie uzbroiliśmy w ostre kamienie, i hejże!, do góry! Byśmy pewnie się w końcu pogubili - ściana jest w końcu ogromna i topograficznie skomplikowana, gdybyśmy nad sobą nie dostrzegli przewodnika z dwiema klientkami. Toteż postanowiliśmy iść dalej ich tropem. W końcu - na samym końcu - umęczeni już nieźle, wydobyliśmy jednak linę i wpiąwszy się w jeden hak przetrawersowaliśmy lufiastą turnię. Przejście drogi zajęło nam 5h30min - myślę nieźle. Po powrocie do schroniska uwaliśmy się winem, w ilości której nie pomnę :-D

Droga słoweńska jednak jest dość prosta. Jej przejście dało satysfakcję, ale nie spełnienie. Trzy lata temu postanowiłem więc raz jeszcze odbyć wycieczkę sentymentalną po Północnej Ścianie. Tym razem nieco trudniejszą drogą niemiecką. Tym razem pogoda dopisywała. Ranek - mżawka, a później słońce. Przejście i tym razem zajęło 5h30min. Tym razem jednak lina towarzyszyła od początku do końca wycieczki. Szybka pobudka o 4. Padał deszcz, nie wyglądało to dobrze. Jednak w miarę marszu pod ścianę, niebo zaczęło sie przejaśniać. Po spokojnym podejściu, jeszcze przed 6 zaatakowalismy drogę. Jej przebieg wydawał sie całkiem logiczny, moze w jednym miejscy zaskoczony byłem jej wyborem. Najtrudniejsze miejsce to tak coś IV, moze IV+. Ogólnie rzecz biorąć droga niemiecka jest piękna, długa, umiarkowana w trudnosciach. Nie ma na niej miesca na walkę, pozostawia dużo frajdy i nieco zmeczenia. Generalnie - polecam!

Zachmurzona kopuła Triglava z Plemenice

Zachmurzona kopuła Triglava z Plemenice

Kozica z Triglavem w tle od Sovatnej. Zdjęcie zrobił Rafał Ostrowski, kiedyśmy razem po tych górach hulali

Kozica z Triglavem w tle od Sovatnej. Zdjęcie zrobił Rafał Ostrowski, kiedyśmy razem po tych górach hulali

Północna Ściana (Filar Copa) widziana od Cmiru

Północna Ściana (Filar Copa) widziana od Cmiru

Triglav z Kriza

Triglav z Kriza

Triglav od Stanicev Dom

Triglav od Stanicev Dom
 

Komentarze

Mapet

2017-09-26 22:05

2 dni po 9h marszu... ale warto bylo!!
https://www.youtube.com/watch?v=pAcjP4Asz3M
Gosia G

2016-06-08 13:35

Wejście na Triglav wymaga dobrej kondycji ale widoki są cudowne http://aktywnepodroze.pl/wejscie-na-triglav-slowenia/
Ela z Lublina

2015-06-25 23:27

świetna strona, wyczerpujące info, własnie czegoś takiego szukałam, bo w lipcu ruszamy w Julijskie. pozdrowienia.
Michał Mroczek

2011-08-09 19:08

Triglav już na mnie czeka. Początkiem października przywita mnie osobiście :)
Krzysztof z Wrocka

2010-01-15 12:40

W lipcu 2009 bylismy z kolega w Alpach Julijskich.Weszlismy na Triglav, bylo super. Chcialbym jednak powspinac sie twoja droga ( II/IV 800 m).
W tym roku tez jedziesz w te Alpy? Mam auto i urlop w lipcu. Posiadam troche sprzetu do wspiczki, kilka lat juz to robie. Moj namiar rivia10@wp.pl . Pozdrawiam. Krzysztof
Jędruś

2008-07-04 20:55

Przeczytałem niestety dopiero po powrocie z Triglava.
Szliśmy końcem czerwca przez Tomniskową Pot i w żlebie pomiędzy ferratkami trafiliśmy na śnieg. Trochę strachu było :)
Piotr

2008-06-06 21:38

Fajna stronka! Taka nowosc: szlak z Rudnego polja na płaskowyżu Pokljuka do Vodnikov domu został zamknięty 25 maja br. z powodu obrywu skalnego na eksponowanym trawersie pod Toscem, Planowany remont ścieżki powinien zostać zakończony przed sezonem wakacyjnym. Więcej zdjęć na: http://www.gore-ljudje.net/novosti/36292/

Pozdrowienia z mrocznej Lublany!
Franc

2007-12-13 10:55

Bardzo cenne rady. Przydadzą się tym bardziej, że w czerwcu planuję odwiedzić tamte rejony i połazić trochę po Julijskich z plecakiem;)