Sokoliki 2008

26/5/08

korzystajac z drugiego długiego weekendu majowego wybrałem się po latach w sokoliki. pogoda niestety nie dopisała. poniedziałek, dzień przyjazdu do jeleniej góry, zapowiadał się obiecująco. do południa padało, ale później się wypogdziło i ociepliło na tyle, by jeszcze przed zachodem słońca trochę się rozwspinać. niestety, nawet granit, gdy mokry, nie dawał takiego tarcia nierozruszanych zimowym nieróbstwem palcom i stopom, jak bym tego oczekiwał i chciał. wspinałem się zatem ostrożnie, po znanych z ostatniego pobytu (co prawda dawnego) drogach. jedynie jedną, krótką i lekką szóstkową drogę, odważyłem się zaatakować bez jej uprzedniej znajomości - szczęśliwie. we wtorek - dobra pogoda, więc i wspinanie było dużo bardziej intensywne i owocne. co prawda, rozpocząłem niefortunnie zaliczajac delikatny lot na nieznanej sobie drodze, ale później było już naprawdę fantastycznie a poczucie zadowolenia i radfości zwiększało się z każdą pokonaną drogą. jednak kolejne dwa dni to klasyczna dupówa: deszcz, mżawka, ponuro. prognozy nie były najlepsze, więc czwartkowy powrót nocnym pociągiem do warszawy nie przyszedł tak trudno. w koncu - pewnie za chwile tam wrócę. wakacje tuż tuż, a przed słowenią krzepy gdzieś nabrać trzeba.