Sarragossa

08/7/08

no cóż, zbyt wiele to z górami nie ma wspólnego, ale kilka słów dla pamięci i tak zostawię. otóż wróciłem wczoraj z saragossy, w której spędziłem weekend biorąc udział w narodowym dniu polskim na expo. wylecieliśmy w sobotę rano. oprócz nas - tangueros - lecieli różni znami mi i nie polscy artyści: raz, dwa trzy, kapela ze wsi warszawa, grupa mocarta itd. już w samolocie zabrakło, wiadomo, alkoholu. po drodze z madrytu do saragossy oburzony polskimi nawykami kierowca przypomniał o zakazie picia alkoholu w autobusie. kolacja była również pyszna. zakolegowaliśmy się z przemiłymi ludźmi z kapeli ze wsi warszawa. następnego dnia - być może w wyniku dnia poprzedniego - panował chaos, bałagan i nieporządek. niektóre zespoły w ogóle nie wystąpiły: ciekawe, kto odpowie za stratę - było nie było - publicznych fundiszy. my mieliśmy szczęście i wystąpiliśmy. tańczyć tango na betonie nie było wygodnie. niestety, koncert tangaty oraz nasze tańce nie ściągnęły takiego tłumu na jaki liczyłem: im więcej ludzi w koło, im więcej ludzi patrzy, tym lepiej mi się tańczy. po wystepie - kolacja, wino, więc krótka noc i wio! rano do domu.