Julijskie. Lipiec'11

Podróż
Chwilę  po 20, mając za sobą męczącą ponad dwunastogodzinną podróż pociągiem, lądujemy z koleżanką Beatą  w Jesenicach. Jest niedziela, ostatnie autobusy w kierunku pobliskich Alp Julijskich już odjechały - maszerujemy! Po kilku kilometrach forsownego marszu dochodzimy do Mojstrany - miejscowości położonej u podnóża majestatycznych szczytów Triglava, Cmira, Rjaviny. Wieczór jest piękny, ciepły i granatowy. Dwa piwa w miejscowej knajpie, robi się błogo i sennie
Podest
Niebo jest bezchmurne, postanawiamy przenocować na odsłoniętym drewnianym podeście. Nad ranem budzi nas mżawka, siedzimy więc w kucki osłaniając sie przed nią karimatami. Morale jednak wciąż wysokie - w końcu przyjechaliśmy na kilkanaście dni na "słoneczną stronę Alp"!
Mojstrovka
W poniedziałek szybko przemieszczamy się na przeł. Vrsic (1611 m npm). Zrzucamy plecaki i na lekko biegniemy na Mojstrovkę (2332 m npm).
Ferrata jest krótka, ale elegancka. Tak jak Beata w nowym kasku ;-)
Beata ma parę w łydce, więc po 1h25min - czasie jaki osiąga w półmaratonach - jesteśmy na szczycie. Po drodze spotykamy osoby z bielskiego Klubu Turystyki Wysokogórskiej, z którymi przed wyjazdem pisałem na temat tych gór. Miłe to spotkanie :-D
Prisojnik
Po krótkiej przerwie, poświęconej wspinaniu na Veliko Spicje, wybieramy się ferratą przez Okno na Prisojnik (2547 m npm). Decydujemy się towarzyszyć poznanym dzień wcześniej Tomkowi i Jankowi, którzy pierwszy raz w tych stronach. Janek mile łechce moje ego, rozpoznając we mnie autora strony o tych zakątkach - czuję się jak Cindy Crawford ;-)
Szlak się wszystkim podoba, bo jest dość urozmaicony, wiedzie pięknym terenem.  Widokowo też jest wspaniały: z jednej strony trochę ekspozycji, z drugiej słynna Ajdovska dziewica
Czas mija szybko, trochę skały, trochę stali
Po dojściu do Okna, trochę psują się humory.
Po drugiej stronie masywu, jest pochmurno i pizga wiatr że ho ho. Byłem na tym szczycie tyle razy, że specjalnego na niego parcia w taką pogodę nie czuję, ale - cóż - idziemy dalej. Widać niewiele, ale przynajmniej jest dość ciepło i sucho.
Na szczycie jedynie dwaj Włosi, rachu-ciachu, kilka zdjęć i fru! z powrotem do schroniska na wino :-D
Ticarjev
Trochę żal zostawiać to schronisko, ale prognozy nie wyglądają zachęcająco. W szkicowych planach rozważaliśmy wejście na Jalovec,
ale wchodząc na niego, ryzykujemy, że kolejnego dnia wchodząc z ciężkimi plecakami do kolejnego schroniska napierać będziemy w ulewie. Odpuszczamy więc Jalovec, szczyt skądinąd zacny i honorowy. Kiedyś wspinałem się jego północną ścianką, mam do niego sentyment, Saxifraga jeszcze na nim nie była, ale - trudno. Kolejny raz wejdzie się kolejnym razem.
W Ticarjev dom stacjonujemy w pokoju dwuosobowym. Za nocleg - po starej znajomości z chatarem - nie płacę, a Saxifraga zostaje baaardzo ulgowo potraktowana. Czas jednak ruszać dalej.
"rest-day"
Idziemy na Pogacnikov dom (2050 m npm). To 1400 m podejścia wygodną mulatierą, wiec w miarę szybko meldujemy się w tym wysoko i ładnie położonym schronisku. W pobliżu - piękne szczyty, stawy, koziorożce
Kolejnego dnia chcemy pokręcić się po okolicznych szczytach, więc po podejściu z dobytkiem na miejsce, odpoczywamy. Beata, botanik, czy raczej fitosocjolog, obfotografowuje okoliczne kwiatki
Wieczorem wypijamy karafkę wina
Deszcz
Po wczesnej pobudce, spędzamy chwilę zastanawiając się, czy wychodzić w taką pogodę ze schroniska. W nocy zaczęło padać, wiatr przewiewa chmury, jest niewesoło. Decydujemy się wyjść. Idziemy na Pihavec, skromny bo skromny, ale szczyt do którego mam pewien sentyment. Po 200 metrach podejścia, postanawiamy jednak zawrócić. To że pada, że już zdążyliśmy zmoknąć - trudno. Ale zaczyna też grzmieć. Jednak powrót do schroniska okazuje się jakby wpadnięciem z deszczu pod rynnę
Urodziny
Następnego dnia schronisko obchodzi 60 urodziny. Zaproszeni i niezaproszeni goście przychodzą od rana. Jeszcze przed wejściem do środka, walą po kielichu. Wszyscy przychodzą przemoknięci, więc rozgrzany piec z wyraźnym trudem dźwiga na sobie stos skarpet, majtek, kalesonów, kurtek, rękawiczek, czapek, plecaków, butów. Jadalnia również trudem mieści imprezowiczów. "Mieści"?! Nie, nie mieści, więc część moknąc na zewnątrz wciąż rozgrzewać się musi wyskokowymi smakołykami. Po południu zaczynają się śpiewy. Jest harmonia, jest gittarra, jest jakiś instrument szarpany, podłączony do kolumny, jest śpiewak operowy, są panie i panowie, alkohol odejmuje lat, robi się frywolnie, zawadiacko i gwarno. Impreza kończy sie o 1 w nocy, a chwilę po 4 ktoś ożywia wściekle wyjący odkurzacz i sprząta syf dnia poprzedniego.
Stenar
Nie wystarcza nam śmiałości zostać na same urodziny i uciekamy we mgle do kolejnego schroniska. Po drodze zdobywamy Stenar (2501 m npm), kamienistą bałuchę
W piękną pogodę, której nie mieliśmy, wygląda on tak:
Na szczycie hula wiatr, widoków nie ma, a szkoda, bo pięknie stąd widać Północną Ścianę Trigalva, czasami na tle koziorożca ;-)
Wiatr
Mamy zamiar szybko zdobyć Triglav drogą od przeł. Luknja. prognozy są niewesołe, ale próbujemy. Po 1h10 min od wyjścia z Aljazev domu (1015 m npm) jestem na przełęczy i niestety wybiera mi trochę psychę. Po jej drugiej stronie - czarno, duje wicher. Czekamy na przełęczy godzinę. Pogoda bez zmian, nic się nie rozwiewa, czarno i groźno jak wcześniej. Kilka osób schodzi z ferraty, bo na grani wywiewa odwagę i w czarnej chmurze gubi się ścieżkę. Po godzinie czekania na przełęczy trudno byłoby mówić o szybkim zdobyciu szczytu, więc tym śmielej podejmujemy decyzję o zmianie planów - wchodzimy na Bov. Gamsovec (2392 m npm).
Liczymy na to, ze może kolejnego dnia, po przejściu do kolejnego schroniska, podskoczymy sobie na Triglav.
Ulewa
Budzi nas deszcz. Raz pada mocno, raz tylko mży, raz ustaje. Pakujemy się szybko i wychodzimy do Stanicev dom (2332 m npm) licząc, że uda sie uniknąć większego opadu. A gdzie tam! Na około 2000 m npm obrywa się chmura, softshell wymięka, koszulka pod nim nasiąka, szlakiem, który w pewnym miejscu prowadzi kominkiem, wali równo strumień/wodospad. Deszcz jednak przestaje padać, wycieram się ręcznikiem, przebieram ubranie, bo zawsze sucho, zawsze pewnie ;-)
Żeby nie było, wbiegamy jeszcze - w gradzie! - w 15 min od Stanicev dom na Begunjski vrh (2461 m npm), i przy karafce wina myślimy co dalej.
Prognoza
Wysyłamy prośby o prognozy, dostajemy (dzięki wszystkim!) raczej posępne. Zimno, deszcz a nawet śnieg przez najbliższe dni. Za oknem przytulnego schroniska - pogoda ewidentnie klęka. Ryfa
Zejście
Rano - dookoła schroniska - wichura, niewesołe chmury kłębią się i kotłują.
Cóż robić? W sumie mamy już urobione ponad 8000 m deniwelacji, namokliśmy się, napatrzyli. Schodzimy!
Po drodze jeszcze trochę bulderingu na 2000 m npm, na Kamieniu Diabła
i z myślą o kolejnym powrocie, schodzimy szybko do Mojstrany.